„Faust Socyn – życie i umysłowość” – fragment książki Zbigniewa Ogonowskiego „Socynianizm polski”

FAUST SOCYN – ŻYCIE I UMYSŁOWOŚĆ

Człowiek, któremu niektórzy teologowie i duchowni chrześcijańscy XVII w. przypisywać będą świadomy zamysł zburzenia fundamentów chrześcijaństwa, urodził się 5 grudnia 1539 r. w Toskanii, w mieście Siena, stąd też do nazwiska jego w wersji łacińskiej: Faustus Socinus, dodawano przydawkę Senensis. Po włosku pisał się Fausto Sozzini (czytaj Socini). Pochodził ze znakomitej rodziny skoligaconej z wielu świetnymi rodami włoskimi, m. in. z papieżami: Piusem II i III oraz z Pawłem V. W młodości nie przykładał się zbytnio do nauk, toteż wykształcenie, jakie wyniósł z owych lat, było powierzchowne.

W r. 1561 opuszcza po raz pierwszy Italię i udaje się do Lyonu. Tu kontynuuje tradycyjne już w jego rodzinie studia prawnicze, ale bez większych w tej dziedzinie osiągnięć. Już wówczas interesowały go radykalne koncepcje religijne, z którymi miał okazję się zetknąć w środowisku znajomych i bliskich krewnych. Zaważył tu zwłaszcza wpływ stryja, Leliusza Socyna, humanisty i myśliciela odznaczającego się dużą niezależnością sądu. Przedwczesna śmierć zaskoczyła Leliusza w r. 1562: umiera w Zurychu mając zaledwie 37 lat. Powiadomiony o tym przez przyjaciół Faust Socyn przybywa z Lyonu do Zurychu, aby po zmarłym objąć papiery i notaty. Były to różne prace Leliusza, przeważnie niedokończone, na tematy teologiczne. Wśród nich znalazł Faust Komentarz do Pierwszego rozdziału Ewangelii św. Jana.

Pierwszy rozdział Ewangelii św. Jana odgrywał rolę szczególną dla doktryny chrześcijańskiej: był fundamentem nauki o Trójcy; stąd zwolennicy tej nauki czerpali główne argumenty dla jej uzasadnienia.

Leliusz w traktacie swym usiłuje dać odmienną interpretację słów ewangelisty niż tradycyjnie przyjęta. mianowicie taką, która szła po linii negowania dogmatu Trójcy.

Znalezione notatki stryja stały się dla Fausta Socyna dodatkową podnietą do zajęcia się zagadnieniami religijnymi i inspiracją przy rozwiązywaniu niektórych kwestii doktrynalnych. Wróciwszy do Lyonu Faust pogrąża się w studiach i niebawem, w tym samym jeszcze roku (1562), pisze pierwszy swój traktat: Komentarz do pierwszego rozdziału Ewangelii św. Jana.

W kilka lat po jego publikacji, w r. 1568, ukazał się jego polski przekład, a raczej parafraza pióra Grzegorza Pawła (pt. Wykład na pirwszą kapitułę Jana św. Ewangieliej wedle Pisma św. Nowego Testamentu).

Traktat Fausta nie jest bynajmniej kopią traktatu Leliusza o identycznym tytule. Traktat Leliusza — jak wspominaliśmy — był raczej szkicem i pozostał niedokończony. Faust zaczerpnął z niego wiele, czemu sam daje świadectwo w późniejszym czasie, ale ogólnie biorąc ta pierwsza, młodzieńcza jeszcze praca Fausta jest jego dziełem własnym, przy czym koncepcje religijne Socyna młodszego zawarte w tym traktacie nie zawsze są identyczne z koncepcjami Leliusza.

W dziejach racjonalizacji religii idee wyrażone w Komentarzu do Pierwszego Rozdziału Ewangelii św. Jana odegrały znaczną rolę, należy przeto poświęcić mu chwilę uwagi.

Pierwszy rozdział Ewangelii św. Jana rozpoczyna się od słynnych słów, znanych każdemu chrześcijaninowi: „Na początku było słowo, a słowo było u Boga i Bogiem było słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko się przez nie stało…” itd. (Jan, I, 1-3).

Zwolennicy nauki o Trójcy interpretują ów ustęp, zgodnie z ustaloną tradycją egzegetyczną, w ten sposób:

Na początku, tj. przed wiekami, było słowo (po grecku: Logos), czyli druga osoba Trójcy, Syn Boży, współistotny Bogu Ojcu („a Bogiem było słowo”). W pewnym określonym czasie „Słowo” (tj. Syn Boży) stało się człowiekiem (a „Słowo stało się ciałem”), historycznym Jezusem Chrystusem, nie przestając oczywiście być Bogiem.

Wedle Socyna egzegeza ta jest, po pierwsze, sprzeczna z rozumem (i to jest przesłanka naczelna), po wtóre, niezgodna z Pismem św. Jego własna interpretacja szła po linii następującej:

Przez „początek” należy rozumieć nie wieczność, lecz rozpoczęcie przez Chrystusa głoszenia Ewangelii. Sprzeciwia się rozumowi pogląd, ażeby jakieś nieokreślone słowo (Logos) mogło istnieć przed wiekami. Pogląd ten ukształtował się pod wpływem filozofii platońskiej. Ewangelia natomiast zawiera myśli jasne i proste. Nie można przyjmować w sensie dosłownym wszystkich wyrażeń ewangelistów, którzy posługiwali się bardzo często przenośnią i hiperbolą (tu Socyn przytacza liczne przykłady z Pisma św.). Tak więc wyraz „Słowo” u ewangelisty oznacza istotnie Jezusa Chrystusa, ale nie jakiegoś Chrystusa przedwiecznego, lecz historycznego, syna Marii, który został ukrzyżowany. Nazywając go Słowem chciał św. Jan podkreślić, że Jezus wyjawił nam wolę bożą. Jest również absurdem przyjmować w sensie dosłownym wyrażenie „A Bogiem było Słowo”. W Piśmie św. wielokrotnie spotykamy słowo „bóg” użyte hiperbolicznie (przesadnie), dla podkreślenia rangi i znaczenia tego, kogo się tym słowem nazywa. Tak np. w tym właśnie sensie Pismo nazywa bogami aniołów, władców, sędziów itp. (Socyn ilustruje ten wywód licznymi cytatami biblijnymi). Tak też właśnie należy rozumieć słowo „bóg” w omawianym wersecie. Św. Jan nazywa słowo, czyli Jezusa Chrystusa, bogiem nie w tym znaczeniu, iżby był on równy Bogu prawdziwemu (taki wykład jest sprzeczny z rozumem), ale dla uwypuklenia godności Chrystusa, któremu Bóg powierzył dzieło budowy nowego świata („Wszystko się przez nie stało”), mianowicie świata duchowego.[1]

W roku 1563 Socyn powraca do Włoch i udaje się do Florencji, na dwór Wielkiego księcia Toskanii Cosimo I.

Przyjmuje tu zaproponowane mu stanowisko sekretarza u Pawła Orsiniego, dostojnika dworskiego, spowinowaconego z wielkim księciem. Dwanaście lat przebył Socyn w tym środowisku, pędząc beztroskie życie książęcego dworzanina. Pisywał od czasu do czasu wiersze o treści politycznej, moralistycznej, ale także i na tematy miłosne. W miarę, jak upływały lata, począł Socyn dochodzić do przekonania, iż marnotrawi próżniactwem najpiękniejszy swój wiek i coraz częściej przemyśliwał o wycofaniu się z życia dworskiego w jakieś bezpieczne zacisze, by tam poświęcić się studiom, które go pociągały już we wczesnej młodości. Śmierć wielkiego księcia przyspieszyła decyzję. I choć następca Cosima I na stolcu toskańskim, wielki książę Franciszek II, gorąco zachęcał Socyna do pozostania na dworze, Faust opuszcza w r. 1574 Italię, by do niej już nigdy nie powrócić.

Wyjeżdża do Bazylei, która była naówczas jak gdyby punktem zbornym wolnomyślicieli religijnych. Tu w atmosferze swobodnych dyskusji powstają dwa ważne traktaty Socyna, które nieprędko miały dostać się pod prasę drukarską i krążyły przez długi czas w odpisach. Pierwszym z nich, pisanym przez dwa lata a wykończonym ostatecznie w r. 1578, jest traktat De Jesu Christo Servatore (O Jezusie Chrystusie Zbawicielu), drukowany dopiero w Polsce w r. 1594. Jest to najoryginalniejsze dzieło Socyna, zawierające rdzeń jego doktryny. Główną jego tezą jest myśl, że rola Chrystusa jako zbawiciela polega nie na tym, że odpokutował on swą męką za grzechy ludzkie i złożył w ten sposób zadośćuczynienie Bogu, lecz na tym, że Chrystus wskazał drogę wiodącą do życia wiecznego. Ktokolwiek kroczyć będzie tą drogą naśladując go, ten życie owo uzyska.

Myśl nie była zupełnie nowa. Z podobną spotykamy się już w XII w. u. Abelarda, a w wieku XVI w Dialogach Bernarda Ochina, „heretyka” włoskiego współczesnego Socynowi. Były to jednak tylko próby przemycenia tego poglądu, nieśmiałe i połowiczne. Socyn wyłożył go nie tylko otwarcie i jasno, ale i uznał, że jest jedynie możliwy do przyjęcia i starał się udokumentować go materiałem erudycyjnym. Ta chrystologiczna koncepcja w wersji nadanej jej przez Socyna kryła w sobie treść rewolucyjną. Przyjęcie jej oznaczało przesunięcie głównego akcentu w religii chrześcijańskiej ze spraw wiary i doktryny na postępowanie człowieka i jego etykę. Szerzej będzie mowa o tym w następnych partiach tej pracy.

Drugi traktat, napisany w Bazylei w r. 1578, stanowi wykład antropologii socyniańskiej. Jest to De statu primi homini ante lapsum… (O stanie pierwszego człowieka przed upadkiem). Przeciwstawiał się tu Socyn tradycyjnym poglądom teologów na grzech pierworodny i naturę pierwszego człowieka. W pracy tej wystąpiły wyraźnie naturalistyczne tendencje umysłowości Socyna. Przeczył więc Socyn, by grzech pierworodny, którego dopuścił się Adam, obciążał całą ludzkość. Grzech obciążać może jedynie tego, kto go popełni. Nieprawdą jest, ażeby nad ludzkością ciążyło z powodu upadku Adama jakieś fatum. Socyn twierdził, że człowiek z natury swej jest śmiertelny. Jest wszak stworzony z materii, a wszystko, co materialne, jest przemijające. Również i Adam, pierwszy człowiek, musiał z natury swej być istotą podległą śmierci, nawet przed swym upadkiem. Życie wieczne, którym Bóg zechciał obdarzyć ludzi cnotliwych i posłusznych jego woli (wyrażonej przez usta Chrystusa), nie ma nic wspólnego z naturą ludzką. Równocześnie wyrażał Socyn przekonanie, że w dalszej przyszłości ludzie już za życia zbudują sobie sami na ziemi coś w rodzaju raju, w którym Bóg niegdyś umieścił pierwszego człowieka. Pracą swych mózgów i rąk podporządkują sobie przyrodę i wyzwolą się od klęsk i cierpień, które ich teraz nękają.

Jesienią 1578 r. Socyn udaje się do Koloszwaru (Siedmiogród), odwiedzając po drodze po raz pierwszy w życiu Kraków. W Koloszwarze istniało wówczas silne ugrupowanie unitariańskie. W środowisku unitarian siedmiogrodzkich powstały właśnie spory na tematy chrystologiczne. Jeden z wpływowych przywódców unitarian, Franciszek David, głosił, że Chrystusa, który był wszak tylko człowiekiem, nie należy wielbić ani wzywać w modłach (tzw. nonadorantyzm; poglądom podobnym hołdował w Polsce Szymon Budny). Przeciwnicy Davida wezwali do Siedmiogrodu Socyna w nadziei, że ten zdoła go przekonać, iż nonadorantyzm kompromituje unitarian wobec kościołów chrześcijańskich i może stać się w obliczu następującej reakcji katolickiej dla unitaryzmu zgubny. Socynowi nie powiodła się ta misja. W czerwcu 1579 r. widzimy go już znowu w Krakowie. Odtąd nie opuści granic Polski i spędzi tu pozostałe dwadzieścia cztery lata swego życia.

Już w Krakowie, w r. 1580, napisał Socyn czwarty ważny traktat, który dopełnia budowy jego religijnej doktryny. Było to dziełko niewielkiej objętości pt. De Sacrae Scripturae Auctoritate. (O autorytecie Pisma św.) [2].

Impulsem, który skłonił Socyna do podjęcia tego tematu, była korespondencja z Andrzejem Dudyczem (1533—1589), humanistą węgierskim, osiadłym później w Polsce, jednym z najśmielszych wolnomyślicieli religijnych tego stulecia. Dudycz zwrócił się do Socyna z prośbą o wyjaśnienie mu następującej kwestii: Wszyscy — pisał — przy uzasadnieniu prawdziwości religii chrześcijańskiej powołują się na autorytet Pisma św. Skąd jednak wiadomo, że ten autorytet jest bezsporny i że Biblia zawiera istotnie słowo boże? Problem kapitalny, który na forum publiczne wypłynie w całej ostrości dopiero półtora wieku później. Tej właśnie materii poświęcony jest traktat Socyna. Socyn jest przekonany, że ludziom wierzącym, mającym pewne wątpliwości co do autorytetu Pisma św., można bez specjalnych trudności, przy pomocy racji rozumowych, wątpliwości te rozproszyć. Można też, zdaniem Socyna, uzasadnić rozumowo autorytet Pisma św. ludziom wyznającym inną, niechrześcijańską religię. Jednakże w punkcie dla całej kwestii najbardziej zasadniczym zajął Socyn stanowisko agnostyczne. Na pytanie, czy istnieją takie argumenty rozumowe, które by mogły w sposób oczywisty wykazać autentyczność Pisma św. ateistom, Socyn daje odpowiedź negatywną.

W Krakowie czuł się Socyn swojsko. Istniała tu dość liczna kolonia włoska, a ponadto zbór ariański, z którym nawiązał ożywione kontakty. Brał udział w zebraniach i dyskusjach, jeździł na synody ariańskie, wyraził wreszcie chęć oficjalnego przyłączenia się do kościoła Braci Polskich. Gdy jednak ci zażądali, aby dokonał przedtem „ponurzenia”, Socyn przeciwstawił się temu. Uważał bowiem, że ani Chrystus, ani apostołowie nie uczynili chrztu obrzędem, który by miał zawsze obowiązywać w kościele. Co najwyżej można się go domagać od ludzi, którzy przechodzą na chrześcijaństwo z innej religii. Dla tych natomiast, którzy urodzili się i wychowywali w kościołach chrześcijańskich, chrzest jest rzeczą najzupełniej drugorzędną, można go przyjąć lub nie. Naleganie zaś na jego przyjęcie jest po prostu przesądem.

To stanowisko nie odpowiadało ówczesnym poglądom panującym w zborze mniejszym. Socyn nie został przeto dopuszczony do wspólnej „Wieczerzy Pańskiej”, a tym samym i nie przyjęty do zboru. Mimo to jego stosunki z Braćmi układały się pomyślnie. Socyn spełniał chętnie wszelkie zlecenia, którymi go zbór obarczał. Kilkakrotnie występował w obronie Braci, pisząc traktaty polemizujące z przeciwnikami arian.

Po raz pierwszy wystąpił Socyn w obronie Braci w r. 1581, ogłaszając obszerny traktat Ad Jacobi Palaeologi librum… pro Racoviensibus responsio (W obronie rakowian odpowiedź na książkę… Jakuba Paleologa). Jakub Paleolog, unitarianin pochodzenia greckiego, opublikował traktat, w którym ostro przeciwstawiał się poglądom społeczno-politycznym arian (zwanych wówczas także rakowianami) i zalecał stanowisko bardziej realistyczne, które podtrzymywać później będzie znany nam już Szymon Budny. Socyn, podejmując polemikę z Palelogiem w imieniu zboru Braci Polskich, stara się wykazać zgodność ich ideologii społecznej i politycznej ze wskazaniami Nowego Testamentu. Ale już wówczas łagodzi Socyn nieco postulaty radykałów, stara się je uelastycznić i przystosować do istniejących warunków.

W późniejszych latach czynić będzie Socyn coraz to większe ustępstwa w tej materii na rzecz „zdrowego rozsądku”. Zrezygnuje więc z haseł równości społecznej i śladem Budnego uzna stosunki feudalne: pańszczyznę i poddaństwo chłopów, za stosunki normalne, nie popadające w kolizję z zasadami chrześcijaństwa. (Podkreślać jednak będzie z naciskiem konieczność humanitarnego obchodzenia się z poddanymi.) Zgodzi się na dzierżenie przez Braci najwyższych nawet urzędów państwowych, na dochodzenie swych praw w sądach, na noszenie oręża i wykwintniejszej odzieży, byleby tylko bez przesadnego zbytku. Jeden z czołowych myślicieli późniejszej generacji socynian, Samuel Przypkowski, w trzydzieści lat po śmierci Socyna napisze na ten temat słowa następujące:

„Usunął także [Socyn] wiele przesądów dotyczących spraw obojętnych, aby nie pozostawiać kościele żadnych niedorzeczności. Należą tu: nadmierne przywiązanie wagi do nędznej odzieży, skrupuły, jeśli chodzi o sprawowanie urzędów, a nawet dochodzenie swych praw [w sądach] bez chęci zemsty i tym podobne fałszywe przekonania, które wprowadził początkowy zapal i nierozważna żarliwość”.[3]

Bezkompromisowy okazał się Socyn tam, gdzie w grę wchodziła sprawa życia ludzkiego. Chrystianinowi nie wolno zabijać ani też nie wolno narażać się nierozważnie na śmierć. Na wojnę więc należy wyruszać jedynie wówczas, gdy niestawiennictwo (Socyn ma tu na myśli polską instytucję pospolitego ruszenia) naraża na surowe represje. Ale i w tym wypadku, jeśli od udziału w wojnie niepodobna się wymigać bez skandalu, należy ograniczyć swą działalność do wymachiwania bronią. Albowiem zabicie człowieka nawet na wojnie jest ciężkim grzechem dla chrystianina, któremu znany jest powszechnie obowiązujący zakaz Boga i Chrystusa: nie zabijaj.

Traktat Socyna przeciw Paleologowi nie uszedł uwagi przeciwników zboru mniejszego. Opublikowany był anonimowo, ale autorstwa nietrudno było dociec. Rozdmuchano jego tezy a autora oskarżono przed królem o występowanie przeciwko urzędowi i szerzenie pacyfistycznych haseł. A był to okres moskiewskich wypraw Batorego. Sytuacja stawała się niebezpieczna. Za radą przyjaciół Socyn postanawia opuścić na pewien czas Kraków. W marcu 1583 r. udaje się do miejscowości Pawlikowice (koło Wieliczki). Była to posiadłość zamożnego szlachcica Krzysztofa Morsztyna, od dawna już sprzyjającego arianom. Socyn przebył w tym bezpiecznym schronieniu kilka lat.

W r. 1586 żeni się z córką gospodarza, Elżbietą Morsztynówną, a już w roku następnym przychodzi na świat jedyna jego córka Agnieszka. Rok 1587 nie był jednak pomyślny dla Socyna. We wrześniu umiera mu żona. Socyn przeżywa tę stratę bardzo ciężko i poważnie zapada na zdrowiu. W tym samym roku nadchodzi wiadomość o śmierci Franciszka II, wielkiego księcia Toskanii. Odtąd przestaje napływać stały roczny dochód z rodzinnych dóbr Socyna w Italii, gdyż jedynie dzięki staraniom wielkiego księcia uniknął Socyn — jako niebezpieczny heretyk — konfiskaty majątku. Zgon Franciszka II stał się przyczyną, że popadł w ubóstwo; równocześnie jednak umożliwił mu otwarcie przyłbicy. Zobowiązał się był Socyn niegdyś wobec księcia, że nie ogłosi pod swoim nazwiskiem żadnej książki, która by była sprzeczna z doktryną kościoła katolickiego. Obecnie czuł się zwolniony od tego zobowiązania.

Tymczasem autorytet Socyna w środowisku ariańskim ciągle wzrastał. Socyn zjednuje sobie stopniowo, zwłaszcza wśród młodych, krąg zwolenników, wpływy jego rozszerzają się. W częstych dysputach na synodach z ówczesnymi przywódcami zboru, Marcinem Czechowicem i Janem Niemojewskim, Socyn precyzuje swą doktrynę i wykazuje niekonsekwencje unitaryzmu lubelskiego. Wywody jego napotykają na coraz słabszy odpór.

W tym okresie postanawia Socyn ująć swą doktrynę w ramy jednego dzieła. Z zamysłu tego powstają w r. 1592 Praelectiones theologicae (Odczyty teologiczne), składające się z 27 rozdziałów. Jest prawdopodobne, że wykłady te miał Socyn dla Braci w Krakowie, dokąd przeniósł się na stałe w r. 1588.[4]

Rok 1598 uchodzi za datę objęcia przez Socyna faktycznego przywództwa w zborze mniejszym. W roku tym schodzą ze sceny najtwardsi antagoniści Socyna wśród arian: umiera Jan Niemojewski, a niebawem usunięty zostaje ze stanowiska ministra w zborze lubelskim Marcin Czechowic. W zborze Braci Polskich zwyciężył ostatecznie unitaryzm o zabarwieniu racjonalistycznym, nazwany później, zwłaszcza na Zachodzie Europy, socynianizmem.

*

Tymczasem w kraju sytuacja zmieniła się niekorzystnie dla różnowierców. Potężniejąca reakcja katolicka przechodzi do natarcia. Szkoły i kolegia jezuickie propagują skrajną nietolerancję wyznaniową, wpajają fanatyzm. Rozmaite bractwa religijne organizowane przy parafiach licytują się w podsycaniu nienawiści do „heretyków”. Pod wpływem tej propagandy kościelnej, tu i ówdzie zachęcającej do czynnych wystąpień przeciwko „wrogom prawdziwej wiary”, zaczynają się po miastach ekscesy religijne, które z czasem stają się coraz częstsze. Zwano je tumultami. W czasie tumultów napadano na świątynie różnowiercze, które niszczono i palono, a niekiedy i na mieszkania prywatne. W końcu XVI w. główną widownią tumultów religijnych był Kraków. Usiłowano tu kilkakrotnie zburzyć zbór ariański mieszczący się na ul. Szpitalnej, co ostatecznie się udało w r. 1591. Rozzuchwaleni bezkarnością uczestnicy tumultów poczynają napastować „heretyków” na ulicach.

W r. 1594 napadnięto na przechodzącego jedną z ulic krakowskich Socyna i poturbowano go. Gorzej jednak potoczyły się wypadki cztery lata później.

30 kwietnia 1598 r. wtargnęła do mieszkania Socyna grupa studentów Akademii Jagiellońskiej. Socyn leżał chory w łóżku. Napastnicy wywlekli go z mieszkania bosego, w bieliźnie i wśród obelg i szyderstw, poszturchując, zaprowadzili na Rynek pod ratusz. Tu rozpalili wielkie ognisko, do którego wrzucili zrabowane książki, listy i papiery Socyna, po czym zapowiedzieli mu, że jeśli nie wyrzeknie się publicznie swej nauki, spalą i jego. Socyn nie odwołał swych poglądów. Wówczas poczęto go wlec w kierunku Wisły z zamiarem utopienia. Dzięki interwencji jednego z profesorów uczelni krakowskiej, Marcina Wadowity, który się tam przypadkowo znalazł, Socyn, ciężko pobity, zdołał się uratować. Napastnicy odgrażali się jednak, że ponowią swój napad, Socyn postanawia więc opuścić Kraków. Wyjeżdża do Lusławic (koło Tarnowa), ważnego ośrodka arianizmu. Lusławice będą ostatnim miejscem jego stałego pobytu. Po roku 1600 wyjeżdżać będzie jeszcze kilkakrotnie do Rakowa na synody i seminaria teologiczne, które odbywać się będą pod jego kierownictwem. Umiera w r. 1604, mając lat 65.

*

Dochowane przekazy biograficzne przedstawiają Socyna jako człowieka posiadającego niezwykły dar zjednywania sobie ludzi. Sprzyjały temu zarówno cechy jego charakteru i umysłowości, jak i ujmująca powierzchowność. Samuel Przypkowski opisuje następująco jego postać:

„Wzrost nie więcej niż słuszny, ale raczej wysoki. Budowa ciała dość szczupła, ale w miarę. Wysokie czoło wyrażało powagę, a twarz jaśniała blaskiem męskich oczu. Wdzięk i urok twarzy nie odbierały jej energicznego i dostojnego wyrazu. Nie jadł dużo i spał niewiele, unikając wszelakich przyjemności i przepychu, a tylko w jednej trosce o zdrowie skrupulatny, wydaje się, że często nadmiernie dbał o nie. Jednakże przeważnie cieszył się dobrym zdrowiem, niekiedy tylko cierpiał na kamienie i dokuczała mu kolka. Już w starszym wieku skarżył się też na łzawienie oczu spowodowane zbyt wytężoną pracą po nocach […] Strój nosił skromny, lecz sta- ranny i wytworny, a choć daleki od okazałości, nie pozbawiony jednak stosownych ozdób.” [5]

W młodości miał być Socyn impulsywny, niecierpliwy, skłonny do wybuchów gniewu. W wieku dojrzałym potrafił tak dalece okiełznać swą naturę, iż uchodził powszechnie za człowieka nad wyraz łagodnego, o cierpliwości wprost niewyczerpanej. Prosty i ujmujący w obejściu, bez wyniosłości, nawiązywał łatwo kontakty z ludźmi i chętnie wdawał się w rozmowę z każdym, ktokolwiek się doń zwracał, zawsze starając się okazać swemu rozmówcy szacunek, bez względu na to, czy był przeciwny jego poglądom, czy też je podzielał. Taki portret Socyna przekazują nam jego biografowie. Niektórzy z nich, wrogo usposobieni do socynianizmu, upatrują w tych zaletach charakteru Socyna podstępną chytrość. Oto np. George Ashwell, teolog angielski z XVII w., kreśląc sylwetkę Socyna, takim ją opatruje komentarzem odautorskim:

„W ten to subtelny sposób i do tego działając łagodnie a skrycie, wśliznął się [do zboru Braci Polskich] ów wąż podstępny i mieniący się różnymi kolorami; i dogmaty swoje zaprawione śmiertelną trucizną wlewał w dusze tych, co go słuchali. Nic dziwnego — wiedział doskonale, że z natury pragniemy, aby nas pociągano, a nie zmuszano.” [6]

Przedstawiając panującą w Polsce w końcu XVI w. sytuację, która umożliwiła Socynowi „wśliznięcie się” do zboru mniejszego, Ashwell podkreśla jednak bardzo wyraźnie, że do sukcesu nauki Socyna przyczyniły się osobiste walory jego charakteru i umysłowości. Walory te skłonny jest Ashwell przypisać nie tyle zasługom Socyna, jego pracy nad sobą, ile… wpływowi diabła:

„Zwłaszcza, że do tych okoliczności zewnętrznych tak sprzyjających dołączyły się owe cnoty lub przynajmniej pozory cnót, o których przedtem już wspominałem: prawość i najwyższa skromność, łagodność i cierpliwość, gorliwość w dążeniu do prawdy bożej oraz niezwykła subtelność w obcowaniu z ludźmi. Albowiem już od dawna uznałem to za pewnik, iż nikt nie zdoła wyrządzić wiele złego w Kościele bożym ani osiągnąć większych skutków w zwodzeniu rodzaju ludzkiego, jeśli nie ma w sobie czegoś osobliwie wybornego, wybijającego się ponad pospolite obyczaje lub przynajmniej, jeśli nie udaje, że ma. Nigdy przeto bardziej nie należy wystrzegać się Szatana niż wówczas, gdy przybiera na się postać anioła. Wtedy bowiem potrafi zwieść pobożnych, i miłujących prawdę, jeśli zaskoczy ich w chwili, gdy będą mniej baczni i czujni.”[7]

Wykształcenie, dość powierzchowne w latach młodości, uzupełnił Socyn w wieku dojrzałym gruntowniejszymi studiami. Lubił jednak podkreślać ograniczoność swej wiedzy i erudycji, co wypływało zapewne nie tylko ze skromności, ale również z pewnej pozy. Wśród języków, które poznał w późniejszym już wieku, był także polski. Socyn nigdy jednak nie opanował go tak dalece, by mógł w nim swobodnie wypowiadać swe myśli i pisać.

Za młodu był Socyn wielbicielem literatury pięknej. Rozczytywał się w poezjach Dantego, Petrarki, w utworach Boccaccia. W liście do przyjaciela lat młodzieńczych, Hieronima Bargagliego, pisząc na temat studiów prawniczych, takie oto zamieszcza zdanie: „Jaką wartość przedstawia prawnik, który nie może się wykazać wszechstronną znajomością literatury pięknej? Odpowie mi może [Benvogliente, inny przyjaciel Socyna]: literatura piękna nie daje chleba. Stokrotne dzięki. A więc studiuje się po to, by zarabiać pieniądze albo pozyskać wielkość i sławę? Nie, dostojny panie, to nie jest prawdziwy cel nauki, gdyż przede wszystkim polega on na tym, by swą wiedzą służyć bliźnim, następnie zaś, by w nauce znaleźć pociechę w przeciwnościach losu.” [8]

Zamiłowanie do poezji i literatury pięknej, wyniesione z lat młodości i życia na dworze toskańskim, pozostawiło trwały ślad w umysłowości Socyna. Socyn do końca życia pozostanie humanistą (jeden ze swych najważniejszych traktatów: O autorytecie Pisma św., zakończy strofami Boskiej Komedii Dantego). Ale był Socyn humanistą nie tylko w sensie czciciela literatury i piękna, lecz także i przede wszystkim przez swe optymistyczne poglądy na człowieka. Zupełnie odmiennie niż jego poprzednicy, wielcy reformatorzy XVI w.: Luter i Kalwin, Socyn pokłada wielkie zaufanie w możliwościach człowieka, zarówno intelektualnych, jak moralnych. Człowiek też, a nie Bóg, stoi w centrum jego religijnych dociekań. Jego doktryna jest antropocentryczna. Stąd też, mimo że w charakterze Socyna widoczne są pewne rysy ascetyczne, jest to ascetyzm bardzo umiarkowany i pogodny.

Śmiałość myślenia łączyła się u niego z trzeźwością i realizmem życiowym. Odważył się wyciągnąć wnioski bardzo radykalne z krytyki dogmatu Trójcy, przed czym cofnęło się wielu jego poprzedników. A choć w środowisku unitariańskim lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XVI w. byli i tacy, co prześcignęli go i radykalizmem myślenia, i racjonalistycznymi dążnościami, on jeden potrafił nadać unitaryzmowi charakter doktryny zwartej i dość konsekwentnej. Być może, od wypłynięcia na pełniejsze wody racjonalizmu powstrzymywał go, świadomie lub podświadomie, cechujący go realizm życiowy. Faktem jest, że radykalniejsze i bardziej racjonalistyczne koncepcje religijne nie miały wówczas jeszcze szans na pełniejszą recepcję. A jeśli tu i ówdzie przetrwały, na dalszą ewolucję myśli religijnej wpływu nie wywarły, przynajmniej w owym czasie. Socynianizm natomiast, choć wyklinany i piętnowany, utrzymał się na widowni historycznej przez czas wystarczająco długi, aby oddziałać na ewolucję myśli religijnej na Zachodzie Europy.



  • [1] Komentarz do Pierwszego Rozdziału Ewangelii św. Jana Fausta Socyna omawia szczegółowo Ludwik Chmaj w I rozdziale swej monografii poświęconej Socynowi. Monografia ta pt. Faust Socyn ukaże się nakładem Wydawnictwa „Książka i Wiedza” w drugiej połowie 1961 r.
  • [2] Czas powstania traktatu De Sacrae Scripturae Auctoritate ustalił niedawno Ludwik Chmaj na podstawie korespondencji Socyna z Dudyczem i Mateuszem Radecke (por. Faust Socyn. Listy, t. I., Warszawa 1959, list VI, XIV, XV i XXII). Szerzej omawia genezę traktatu i jego treść Chmaj w cytowanej wyżej monografii (por. przyp. 4) w rozdziale VI: Socyn i Dudycz”. Do niedawna panowało mniemanie, że Socyn napisał ów traktat jeszcze w czasie swego pobytu na dworze toskańskim we Florencji, około r. 1570 (por. np. E. M. Wilbur: A History of Unitarianism, Socinianism. Cambridge, Massachusetts 1947 s. 390).
  • [3] Żywot Fausta Socyna ze Sieny opisany przez Szlachcica Polskiego, przekład Irminy Lichońskiej, Socyn, Listy, cyt. wyd. t. I, s. 24—25.
  • [4] Czas powstania Praelectiones theologicae, które Socyn nazywa później Odczytami krakowskimi, ustalił L. Chmaj w cytowanej wyżej monografii o Fauście Socynie (por. przyp. 4) w rozdziale XII.
  • [5] Żywot Fausta Socyna…, Listy, cyt. wyd., t. I, s. 25-26.
  • [6] Ashwell George: De Socino et Socinianismo dissertatio. Oxoniae 1680, s. 24—25.
  • [7] Tamże, s. 47.
  • [8] F. Socyn: Listy, cyt. wyd., t. I, s. 36.

Źródło: Ogonowski, Zbigniew. Socynianizm polski. Warszawa: Wiedza Powszechna, 1960.

Wykorzystano skany fragmentów książki opublikowane na stronie: www.unitarianie.pl

Dodaj komentarz