Ludwik Chmaj „Faust Socyn” – Rozdział XVIII „Człowiek i doktryna”

Rozdział XVIII

CZŁOWIEK I DOKTRYNA

W życiu i w całej twórczości Socyna można dostrzec dwie główne dążności, będące zarazem tendencjami ówczesnego wieku: dążność do jasności myśli i wyrazu i dążność do etyczno-społecznego ładu. Wszelkie sceptycyzmy XVI w. były wynikiem rezygnacji z szukania owej jasności oraz utraty nadziei na jej znalezienie. Dopiero Descartes nie wahał się odrzucić od siebie całą ówczesną wiedzę jako niepewną i wątpliwą, ale zatrzymał się przed teologią jako nietykalnym tabu; zabrakło mu bowiem odwagi wobec działania inkwizycji, chociaż żył w kraju, dokąd jej ręka nie sięgała. Socyn nie uląkł się tego kroku i całą ówczesną teologię poddał krytycznej analizie, odrzucając wszelkie pojęcia niejasne, zdaniem jego niezgodne ze zdrowym rozumem prostego człowieka.

W myśl swego wymagania jasności rozróżniał Socyn dwie główne funkcje życia ludzkiego: myślenie i działanie, którym przydzielił też odrębne zadania — zadaniem myśli jest poznanie świata i opanowanie go dla pożytku człowieka, zadaniem działania jest stworzenie ładu moralnego, umożliwiającego wzajemne współżycie ludzi, oparte na miłości i sprawiedliwości społecznej. Socyn nie interesował się poznaniem świata, chociaż poznania tego nie lekceważył i domagał się od teologa wszechstronnego wykształcenia. Niecierpliwa dążność wieku do przeobrażenia stosunków społecznych wyraziła się u Socyna w gorączkowym staraniu, by uczynić z religii dźwignię moralną i siłę skuteczną przekształcającą życie ludzkie. Socyn wierzył w możliwość przemiany człowieka i stworzenia nowego społeczeństwa przy pomocy prostych i jasnych wskazań moralnych, podobnie jak Descartes wierzył w możliwość poznania świata przy pomocy zasad prostych i oczywistych i podporządkowanie go panowaniu człowieka.

Pierwsze zadanie miała wypełnić religia, drugie należy do nauki i filozofii. To oddzielenie od siebie tych dwóch dziedzin działalności ludzkiej miało na celu ułatwienie zarówno religii jak też nauce i filozofii wypełnienie bez przeszkód ich zadań w atmosferze całkowitej swobody i tolerancji przekonań w oparciu o podstawową zasadę wolności człowieka. Wolność myśli ludzkiej nie jest możliwa bez poszanowania cudzych przekonań i tolerancji, tolerancja zaś da się urzeczywistnić tam tylko, gdzie istnieje wiara w człowieka, wiara w jego rozum i naturalną skłonność do dobra. Tę wiarę w człowieka, ów optymizm moralny, przejął Socyn od humanizmu i bronił jej uporczywie przeciwko wszelkim próbom uwolnienia ludzi od odpowiedzialności moralnej za swe życie i działania.

Ta wiara w człowieka była wynikiem również osobistego doświadczenia Socyna. On sam pragnął uczynić ze swego życia i uczynił faktycznie wzór dobrego postępowania i nieskazitelności moralnej. Kiedy przeciwnicy wyznaniowi obrzucali go obelgami, stawiał im zawsze to jedno pytanie: czy tak godzi się czynić chrześcijanom? Swoich współwyznawców wzywał ustawicznie do zgody, do braterskiego współżycia i wzajemnego wspomagania się, do dawania przykładu swemu otoczeniu, jak żyć należy. Zabronił im atakować nawet papieżników, chociaż ich naukę uważał za niedorzeczną i bezbożną.

Doktryna Socyna była zwierciadłem jego życia, a jego życie było urzeczywistnieniem doktryny.

Jednakże wgłębiając się w myśl Socyna widzimy, że jego wiara w człowieka nie była nieograniczona. Dwie na to ograniczenie złożyły się przesłanki. Jedną z nich było przekonanie, że prawda jest funkcją czasu. Człowiek musi się mozolić i trudzić nad jej odkryciem i nikt nie może się chlubić, że osiągnął ją w pełni. Człowiek pierwotny nie posiadał tej wiedzy i kultury, jaką posiada człowiek współczesny. Historyczne uwarunkowanie wiedzy ludzkiej nie oznacza dla Socyna niepoznawalności lub względności prawdy. Prawda jest bezwzględna, jedna i ta sama, ale rozum ludzki nie może jej poznać od razu i całkowicie, gdyż nie ma objawienia prawdy.

Religia nie jest, zdaniem Socyna, rozwiązaniem tajemnic bytu. Bóg nie odsłonił człowiekowi ani swej własnej istoty, ani genezy i struktury wszechświata, ani istoty życia. Wskazał mu tylko, jak żyć powinien. Religia jest jedynie doktryną moralną. Próba poznania istoty boskiej jest świadectwem zuchwałości człowieka, jest przekroczeniem granic możliwości rozumu. Dlatego próba tego rodzaju jest niebezpieczna i szkodliwa, albowiem nie osiągając swego celu, wprowadza nowy czynnik kłócenia ludzi i utrudniania współżycia przez swe wymysły i spekulacje.

Ale nie tylko prawda jest funkcją czasu, jest nią również i samo życie człowieka. Jakkolwiek pierwszy człowiek był takim samym, jak człowiek współczesny, w swej naturze fizycznej, to jednak warunki jego życia duchowego i społecznego były znacznie trudniejsze wobec braku wszelkiej wiedzy o świecie i konieczności powolnego jej zdobywania. Socyn nie miał i nie mógł mieć pojęcia o ewolucji samego życia organicznego, uważał, że życie to jest zamknięte w swoich stałych określonych granicach, ale wiedział już dobrze o zmienności kultury ludzkiej związanej z pracą i wysiłkiem człowieka i wierzył, że ludzkość zdobędzie kiedyś za życia raj, z którego ją wygnano.

Duch ówczesnej epoki, przejawiający się w opanowywaniu nowych lądów i ludów, w tworzeniu nowej nauki, w prężności nowej klasy społecznej — burżuazji handlowej i przemysłowej, znalazł również wyraz w przekonaniu Socyna, iż podobieństwo człowieka do Boga polega nie na rozumie, ale na zawładnięciu przyrodą i podporządkowaniu jej potrzebom ludzkim.

Drugą przesłanką, która ograniczała wiarę Socyna w możliwości rozumu ludzkiego, było przekonanie o wolności woli. Człowiek nie tylko działa swobodnie, ale i myśli swobodnie. Wola ludzka nie ma granic prócz naturalnych fizycznych przeszkód. Zwierzę, które nie posiada ani rozumu, ani wolnej woli, kieruje się instynktem. Instynkt, służąc nieomylnie jego życiu, pozwala mu zaspokoić wszelkie potrzeby bez konieczności myślenia. Dlatego też zwierzę jest szczęśliwe. Człowiek zaś dzięki rozumowi poznaje ograniczoność swego istnienia, niedolę swego bytu, a przede wszystkim skończoność oraz konieczność śmierci. Świadomość śmierci zatruwa człowiekowi radość życia. Rozum umożliwiając człowiekowi przezwyciężenie tragicznej strony istnienia, powiększa szanse jego szczęścia, uświadamiając mu zaś konieczność śmierci, czyni go równocześnie nieszczęśliwym, bo osłabia i podkopuje jego energię dążenia do szczęścia.

Ta dialektyka życia ludzkiego staje się tym bardziej zawiła, iż rozum stwarza różne fikcje, idole, w które wierzy jako w obiektywne byty i prawdy, chociaż są one jego dowolnymi tworami i wymysłami, są błędami ludzkiego myślenia. Błędy te zakorzeniają się z czasem tak głęboko w umyśle ludzkim, że człowiek nie dostrzega ich niedorzeczności czy sprzeczności z zasadami zdrowego rozumu. Błędy te są zarazem przesądami, utrudniającymi współżycie ludzi.

Do takich przesądów zaliczał Socyn dogmat Trójcy, naukę o odkupieniu, pojęcie grzechu pierworodnego.

Dogmat Trójcy, będący, zdaniem Socyna, wynikiem niewłaściwej interpretacji pewnych słów Pisma św., narzucił człowiekowi konieczność zrozumienia stosunku istot boskich do siebie, a ponieważ do zrozumienia tego stosunku brakło mu doświadczenia, które może być jedynym kryterium prawdy — poza pewnymi jasnymi i prostymi zasadami rozumu — przeto powstały stąd różne daremne próby wyjaśnienia tego stosunku, „herezje” potępiane przez oficjalnych tłumaczy „prawdy” tego czy innego kościoła, a bronione przez innych. Zamieszanie, prześladowanie, potępianie, nienawiść były wynikiem utrzymywania się tego przesądu.

Powrót do pojęcia jedności Boga, którą przyjmowały czasy apostolskie, uważał Socyn za konieczny warunek usunięcia różnic w kościele i przywrócenia jedności świata chrześcijańskiego.

Nauka o grzechu pierworodnym, obciążającym nie tylko Adama, ale także całą ludzkość, wpoiła w człowieka przekonanie o skażeniu i zepsuciu natury ludzkiej, niezdolnej do moralnego odrodzenia. Toteż uwalniała ona poniekąd od odpowiedzialności moralnej, zwalała winę na Boga, usprawiedliwiała istnienie zła. Walka ze złem stawała się nie tylko zbyteczną, ale i niemożliwą. Przesąd ów należało w jakiś sposób osłabić, by obudzić wiarę człowieka w możliwość postępu moralnego i konieczność własnego doskonalenia się. Nauka ta bowiem spowodowała albo lekceważenie dobrego postępowania, albo wycofywanie się ze świata pełnego pokus, ascetyzm i beznadziejność nadziei i niewiarę w postęp moralny. Stanowisko Niemojewskiego było jednym z przykładów owej beznadziejności.

W celu osłabienia tego przesądu stworzono teorię usprawiedliwienia. Bóg zesłał Chrystusa, by przez swoją śmierć na krzyżu zmazał winę Adama, zdjął z ludzkości przekleństwo grzechu i pojednał ją z Bogiem. Wystarczy wierzyć w Chrystusa, by być zbawionym.

Socyn nie uznał owej teorii za prawdziwą. Zdaniem jego, teoria ta nie zwalniała jeszcze Boga całkowicie od odpowiedzialności. Można było wciąż jeszcze dopatrywać się winy Boga chociażby w tym fakcie, że swego własnego i niewinnego Syna skazał na śmierć. Ponadto owa nauka była pełna wewnętrznych sprzeczności. Bo czyż Bóg może zadość uczynić sobie samemu? — pytał Socyn. Wreszcie nauka ta nie skłaniała człowieka w sposób przekonywający do zmiany swego trybu życia, do wewnętrznego doskonalenia się, skoro warunkiem zbawienia miała być tylko wiara w Chrystusa.

Odrzucenie przez Socyna wszystkich tych dogmatów czyniło zadość nie tylko postulatowi jasnego myślenia i konsekwencji logicznej, ale także owej zasadzie codziennej praktyki życiowej, a stanowiącej podstawę wszelkiej moralności, iż odpowiedzialnym za swoje życie i postępowanie jest tylko sam człowiek. Bóg nie może być twórcą zła, gdyż jest dobrocią i pragnie dobra; człowiek nie może od życia oczekiwać niczego za darmo, musi zdobywać wszystko swym własnym wysiłkiem, pracą i zasługą. Bóg w swej dobroci ograniczył nawet wszechmoc własną, by — dając człowiekowi wolną wolę swobodnego postępowania — umożliwić mu, przez moralne doskonalenie się, zdobywanie tej zasługi. Życie przestało więc być tragiczne, za to nabierało poważnej i głębokiej treści, obciążało człowieka odpowiedzialnością za swój los i szczęście, narzucało mu konieczność, nieustannej i bacznej czujności nad sobą. Od tego zależało nie tylko jego własne zbawienie, ale i braterskie współżycie ludzi, gdyż wszyscy są jednakowo odpowiedzialni.

Pierwszym warunkiem życia moralnego było więc, według Socyna, uwolnienie człowieka od tych wszystkich fałszywych, zdaniem jego, nauk, które szły na rękę egoizmowi człowieka i tolerowały jego zaniedbywanie się w wypełnianiu nakazów Chrystusa. Dlatego zalecał on walkę z błędnymi naukami, jednakże w atmosferze wolności, tj. przy pomocy dyskusji i przekonywania, a nie przy pomocy miecza, tj. przymusu i gwałtu. Stosowanie tych ostatnich uważał Socyn za dowód, że ci, którzy uciekają się do podobnych środków, nie wierzą sami w swą prawdę, gdyż prawda nie potrzebuje do swego zwycięstwa terroru i przemocy.

Drugim warunkiem życia moralnego jest, według Socyna, wyzbycie się egoizmu i wyrobienie w sobie cnoty umiarkowania. Życie moralne stanie się możliwe, jeśli człowiek zechce tylko utrzymać w karbach swoją pożądliwość, wynikającą z organicznych warunków jego istnienia, i iść za głosem rozumu, który woli zawsze dobro niż zło, gdy to pierwsze może osiągnąć tymi samymi środkami.

Optymizm moralny Socyna wiązał się równocześnie z jego realizmem życiowym. Socyn zdawał sobie sprawę zarówno z warunków rzeczywistych możliwości ludzkich jak i samych konieczności naturalnych życia. Dlatego nie pochwalał odosobnienia się Braci Polskich i odrywania się od rzeczywistości społecznej domagał się działalności czynnej wśród ludzi, pociągania ich przykładem wzorowego życia, przekształcania środowiska społecznego według wymagań prawdziwej i szczerej miłości i sprawiedliwości.

W tym wymaganiu czynnego życia odbiła się również niewątpliwie postawa ówczesnego człowieka wobec ogromnych perspektyw świadomego i autonomicznego kształtowania własnego losu, zwiększenia własnej wolności i niezależności przez opanowanie żywiołów przyrody. Realizm życiowy Socyna skłaniał go z biegiem czasu do coraz silniejszego akceptowania konkretnej rzeczywistości społecznej, porzucenia doktrynerskiego stanowiska Braci Polskich, będącego spadkiem po niecierpliwym anabaptyzmie. Socyn był przeciwnikiem buntów i rewolucji nawet w tym wypadku, kiedy panujący jest tyranem. Zdaniem jego, z większego zła należy wybrać zawsze zło mniejsze, jeśli go usunąć niepodobna. Socyn miał świadomość niesprawiedliwości ustroju społecznego, opartego na nierównym podziale dochodu i majątku, na nieuczciwym sposobie bogacenia się przy pomocy lichwy i wyzysku, na wojnach zaborczych i grabieży, ale chociaż to wszystko potępiał, nie uważał za wskazane i słuszne dążenie do obalenia przemocą tyranii politycznej czy ekonomicznej bez moralnego wychowania człowieka. Opór przeciwko władzy państwowej uważał za uzasadniony i konieczny jedynie wówczas, gdy zachodziło niebezpieczeństwo zabicia człowieka. Z tego powodu był on przeciwnikiem tak wojen jak i kary śmierci.

Oprócz optymizmu moralnego i realizmu życiowego poglądy Socyna cechował także pewien naturalizm myślenia. Zasada naturalnego tłumaczenia zjawisk, owa właściwość nowożytnej myśli ludzkiej, musiała długo walczyć z mitologiczną interpretacją zjawisk naturalnych, zanim ostatecznie zwyciężyła w nauce. W celu wyjaśnienia koniecznego związku rzeczy i ich nieustannych przemian nauka uważała za konieczne oprzeć się na doświadczeniu dostępnym dla wszystkich i na stałym sprawdzaniu swoich hipotez. Odtąd świat przestał być igraszką sił nadprzyrodzonych, tajemnych i nieznanych, wobec których człowiek czuł się całkowicie bezsilnym.

Tendencja do naturalnego wyjaśniania zdarzeń w świecie widoczna jest także i u Socyna. Zdaniem jego, grzech Adama nie miał w sobie żadnej tajemnej siły, by mógł zaciążyć na całej ludzkości. Złe jego skutki spadły wyłącznie na Adama. O ile jakiś człowiek raz i drugi źle postępuje, może w nim powstać nawyk, od którego trudno mu się będzie w przyszłości uwolnić, może on nawet udzielić się jego dzieciom, ale nie całemu jego pokoleniu. Wskutek tej tendencji do naturalnego tłumaczenia zjawisk pozbawiał Socyn również chrzest i Wieczerzę Pańską przypisywanej im nadprzyrodzonej siły działania i czynił z nich czysto naturalne czynności, mające na celu wyznawanie imienia Chrystusa lub wzajemne wzmacnianie wiary uczestników. Za zabobon uważał Socyn kult świętych i odprawianie mszy za umarłych; kult ten rodził, według niego, w człowieku fałszywe i szkodliwe przekonanie, że można coś u Boga wyjednać bez własnej zasługi i cnoty.

W stosowaniu zasady naturalnego tłumaczenia zjawisk nie był jednak Socyn konsekwentny. Przyjmując, że człowiek posiada duszę, uważał ją już to za element ożywiający ciało i wspólny również zwierzętom, już to za jakąś istotę odrębną od ciała i zdolną do samoistnego życia po odłączeniu się od ciała. Na pytanie jednak, czy dusza może myśleć bez ciała, nie umiał Socyn dać odpowiedzi, Przyjmował on również, że śmierć jest naturalną koniecznością, że człowiek ginie jak zwierzęta, ale równocześnie wierzył, że człowiek może uzyskać życie nieśmiertelne za swe życie cnotliwe i naśladujące Chrystusa. Możliwość zmartwychwstania człowieka uzasadniał Socyn zmartwychwstaniem Chrystusa, którego potwierdzenie znajdował w świadectwie Pisma św. Pismo św. było dla niego główną i jedyną podstawą oraz źródłem wiary w Chrystusa. Bez Pisma św. nie mógłby człowiek, zdaniem Socyna, nic wiedzieć nie tylko o prawdziwej woli Boga, ale nawet o jego istnieniu.

Dowodu istnienia Boga z istnienia świata nie uważał Socyn za zbyt pewny, skoro materia jest niezniszczalna i wieczna, jak to utrzymywało wielu filozofów, których zdanie i on sam podzielał. Wobec przyjęcia Pisma św. za jedyne źródło prawdy religijnej powstawała kwestia: a) jego autorytetu i prawdziwości, b) jego interpretacji. Węzeł wszystkich trudności znajdował się w pierwszym pytaniu. Od rozwiązania tego pytania zależała w ogóle racja bytu religii chrześcijańskiej. Rozumiał to dobrze Dudycz, który postawił to właśnie pytanie Socynowi, a i Socyn także uświadamiał sobie należycie całą jego wagę.

Pomimo wszystkich argumentów podniesionych dla uzasadnienia autorytetu i prawdziwości Pisma św. doszedł Socyn ostatecznie do wniosku, że nie jest możliwe w sposób dowodowy przekonać człowieka, który nie wierzy i nie chce wierzyć w treść Pisma św., a to dlatego, że wiara ta uniemożliwiłaby mu egoistyczne postępowanie. W tym przekonaniu Socyna kryła się myśl, że życie moralne nie jest w ogóle możliwe bez przyjęcia przykazań Chrystusa oraz że przyjęcie tych przykazań jest konieczne dla każdego, kto pragnie rzeczywiście ładu moralnego. Motyw społeczny i psychologiczny kierował myślą Socyna, gdy bronił autorytetu Pisma św. Szczęście człowieka, normalne istnienie społeczeństwa nie jest, zdaniem jego, możliwe bez uznania nakazów Chrystusa za obowiązujące każdego, albowiem one są istotnymi warunkami samego bytu ludzkiego, są zgodne z sensem istnienia człowieka.

Odsłonić ludziom sens ich istnienia, ukryty w nauce Chrystusa, uważał Socyn za swe powołanie życiowe. Dlatego rzeczą najważniejszą było według niego to, do czego Pismo św. ludzi wzywało, jego wskazania moralno-życiowe, a nie jego treść teologiczno-metafizyczna. Zgodnie ze swą zasadą jasności i zgodności z rozumem upraszczał Socyn ową treść, sprowadzając ją do niewielu prawd koniecznych do zbawienia.

Socyn był przekonany, iż kościół, stawszy się instytucją zamkniętą, poszedł w niewłaściwym kierunku — utworzenia zawiłej i ciemnej filozofii religijnej, niczego nie wyjaśniającej, a komplikującej życie przez swą niezrozumiałość i sprzeczność wewnętrzną, i wskutek tego nie spełnił swego właściwego zadania — moralnego odrodzenia człowieka i społeczeństwa ludzkiego. Filozofia scholastyczna narzuciła kościołowi konieczność powołania tłumaczy, interpretatorów, stworzyła specjalną kastę kapłańską, odepchnęła od siebie szerokie masy, którym dopiero reformacja dała do ręki Biblię, by w niej szukały wskazań dla swego życia.

Ale i reformacja zatrzymała się, zdaniem Socyna, w połowie drogi. Ona również stworzyła kościoły zamknięte i stosując w ich ramach, za przykładem kościoła katolickiego, przymus i nietolerancję, służąc politycznym celom państwa, zaprzepaściła sens nauki Chrystusa. Wojny i spory dogmatyczne rozdzierają ludzkość i pchają ją na manowce niechybnej zguby. W tej sytuacji jedyny środek ratunku widział Socyn w utworzeniu kościoła otwartego. Członkami jego są wszyscy, którzy wierzą w Chrystusa i wypełniają jego przykazania. Kult Chrystusa — człowieka, który wskazał ludziom owe przykazania, uważał Socyn za konieczny warunek zewnętrzny przynależności do kościoła Chrystusa. Socyn nie wykluczał powstawania na tej podstawie wspólnot religijnych z tłumaczami „słowa bożego”, odpowiednio do tej funkcji przygotowanymi, jednakże swobodne uczestnictwo w owych wspólnotach i demokratyczna forma ich organizacji wewnętrznej wydawała mu się konieczną dla przyciągnięcia mas i ukształtowania z nich prawdziwego „ludu bożego”.

Nie trudno dopatrzeć się w owym programie Socyna utopijności przekonań i planów. Owa utopia religijno-moralna, jak każda utopia, mogła pozyskać dla siebie tylko jednostki szlachetniejsze, o pokrewnych właściwościach duchowych, ludzi szukających głębszej treści dla swoich dążeń i niezadowolonych z ówczesnych stosunków społecznych. Masy ludzkie, dla których tajemniczość jakiejś doktryny nie stanowi przeszkody w życiu, ale przeciwnie, czyni to życie przez ową tajemniczość bardziej interesującym, musiała odstręczać od siebie nauka głosząca, że ze śmiercią człowieka wszystko się kończy i że nieśmiertelność przypadnie tylko jako nagroda wybranym.

Sam Socyn zresztą nie miał o owym życiu wiecznym i nieśmiertelności zbyt jasnego pojęcia. Nie chciał o tej kwestii pisać, a nawet uważał, że nie pora o tym mówić. Raz utrzymywał, że życie wieczne będzie polegało na duchowej kontemplacji Boga, innym razem, że zmartwychwstanie nie jest możliwe bez ciała, to znowu, że szczęście pozagrobowe będzie posiadało różne stopnie zależnie od zasług człowieka.

Toteż doktryna religijna Socyna mogła być co najwyżej religią oświeconych, religią deistów, usuwających Boga ze świata w otchłanną nieskończoność.

Źródło: Chmaj Ludwik. Faust Socyn. Warszawa: Książka i Wiedza, 1963.

Wykorzystano skany rozdziału dostępne na stronie: http://www.braciapolscy.com/faust_socyn.html

Dodaj komentarz