Calibre dorobił się wreszcie edytora ebooków z prawdziwego zdarzenia. Czy Sigil powędruje do lamusa?

Od długiego już czasu całkowicie zrezygnowałem z korzystania z calibre jako narzędzia do „poprawiania” ebooków. Dlaczego? Z prostego powodu… calibre wprowadza nieprawdopodobną liczbę zmian w całej książce podczas wprowadzania nawet bardzo prostej poprawki. Ja nie godzę się na to. Chcę mieć w ręku pełną kontrolę nad całym kodem książki.

Tę potrzebę do niedawna w prawie pełni (trzeba jeszcze w konfiguracji wstępnej wyłączyć Pretty Print Tidy) realizował  jedynie Sigil. Niestety aplikacja od wielu lat jest w stanie praktycznie wegetatywnym. Kod produktu jest podtrzymywany przy życiu przez programistów zapewniających tylko łaty do krytycznych błędów. W rezultacie na moim systemie Mac OS X Mavericks Sigil jest baaardzo niestabilny i łatwo wywraca się.

Dlatego z wielką nadzieją przyjąłem informację, że calibre 1.15.0, które bądź co bądź jest bardzo dynamicznie rozwijane, wreszcie otrzymało narzędzie Ebook Editor, które ma szansę zastąpić u mnie Sigila.

ebook-editor

Czym prędzej pobrałem najnowszą wersję calibre i zainstalowałem na Mavericks. Otworzyłem przykładową książkę i spróbowałem wykonać prostą operację sprawdzenia jej pod kątem błędów. Niestety… Rozczarowanie… Aplikacja wywinęła orła. Kolejne próby pracy z tym edytorem utwierdziły mnie w przekonaniu, że mam na razie do czynienia z jakąś wersją alfa, która wymaga jeszcze dużego nakładu pracy celem ustabilizowania kodu.

ebook-editor-crash

Na dzień dzisiejszy przeprosiłem się z Sigilem i tyle…

Dodane później: No proszę, rano zgłosiłem opisany wyżej problem i już jest informacja, że ma być naprawione w przyszłym wydaniu 🙂

Dodane jeszcze później: Dziś pojawiło się wydanie 1.16 calibre i rzeczywiście opisanego błędu już nie ma 🙂 A przy okazji jeszcze sporo innych fiksów 🙂

Jedno przemyślenie nt. „Calibre dorobił się wreszcie edytora ebooków z prawdziwego zdarzenia. Czy Sigil powędruje do lamusa?

Dodaj komentarz